Kilka tygodni temu na Instagramie Feministyka opublikowała zaproszenie do wyzwania filmowego. Tematem były dokumenty o feminizmie na Netflixie. A do tego nas dwukrotnie zapraszać nie trzeba!

Poniżej lista filmów wraz z krótką opinią i opisem. Większość filmów jest mocno osadzonych w amerykańskiej historii i kulturze, jest więc sporo wątków, które być może znacie już z innych produkcji. Jest tu więc i Jane Fonda i znakomita specjalistka od strategii politycznej – Phyllis Schlafly, którą być może oglądacie w serialu Miss America. Pojawia się analiza przemian rynkowych – wszak kapitalizm lat  ’80 i rządy Ronalda Reagana okazały się katastrofą dla kobiet. I wiecie kogo jeszcze jest dużo? Donalda Trumpa. Bardzo dużo.

Ale nie brak tu też perspektywy na sytuację kobiet w Europie, Afryce czy Azji. Nie wszystkie filmy są znakomite, pojedyncze są wręcz średnio udane. Fantastyczne jest jednak oglądanie narracji kobiet. W kulturze głównego nurtu jest ich za mało, brak na nie czasu i uważności, a wciąż męska perspektywa jest tą dominującą. Dodatkowo – zanurzenie się w historię feminizmu i polityczne uwarunkowania wpływające na codzienność kobiet jest, jak się wydaje, zupełnie niezbędnym doświadczeniem do świadomej percepcji tego, co się z nami i wokół nas dzieje.

A więc zapinajcie pasy i oglądajcie – przed Wami spory kawałek najnowszej historii, o której nikt Was nie nauczy, a każda i każdy powinien ją znać.

*Dla ułatwienia dodajemy oryginalny tytuł, bo wyszukiwarka netflixowa czasem wariuje

Feministki: co sobie myślały? (Feminists: What were they thinking?) – wspaniały dokument o sporym kawałku amerykańskiej historii feminizmu! Film obowiązkowy, przyjemnie zrealizowany, z klarowną narracją. Do kamery mówi i Jane Fonda i Gloria Steinem i Laurie Anderson. Film odwołuje się głównie do tradycji II fali feminizmu. Nie brakuje pochwał, ale wiadomo też, że błędy wówczas popełnione  (odsunięcie walki o prawa czarnych kobiet i niehetero) do dziś mają swoje skutki. Oglądajcie!

Miss representation – obejrzyjcie i podenerwujcie się na to, jak kobiety pokazywane są w mediach, popkulturze, kinie, muzyce, prasie. Czyli cycki, tyłek, s e k s, dużo nagości, głupota, chudy tyłek, albo wielki, byle chętny, p o r n o, odchudzanie, jeszcze więcej nagości.

Mówiąc inaczej – czeka Was mentalny wyrzyg i gniew. I to będzie słuszny gniew. I świadomość, że konsumując kulturę, nawet dla przyjemności, też podejmujemy decyzję, jakie wzorce wspieramy.

Gloria Allred (Seeing Allred)– Gloria Allred to jedna z najważniejszych i najgłośniejszych amerykańskich prawniczek. Wyspecjalizowała się w sprawach kobiet, oskarżała Harvey’a Weinsteina, Michaela Jacksona, a także Billa Cosby’ego. Jest więc gwiazdą, która bryluje nie tylko na salach sądowych, ale czasem i na pierwszych stronach gazet. Mówi się, więc że Allred goni za sensacją i bardziej niż sprawiedliwości łaknie sławy. Spory kawałek amerykańskiej historii praw kobiet i wojowniczki, która o te prawa walczy.

Okresowa rewolucja (Period. End of sentence) – film nagrodzony w 2019 roku Oscarem za dokument krótkometrażowy. O Indiach, kobietach i menstruacyjnym ubóstwie. Dokument Rayki Zehtabchi śledzi bowiem los drobnej manufaktury biodegradowalnych środków higieny osobistej w Hapur. To jednak przede wszystkim film o zjawiskach, o których w większości Europy w ogóle się nie myśli. Na przykład o tym, że rezygnacja z edukacji w przypadku dziewczynek często zbiega się z pierwszą miesiączką. I że dostęp do higieny to też droga do niezależności.

Podbić kongres (Knock down house) – czyli rzecz o wyborach do Kongresu USA w 2016 roku. O wyborach, które przyniosły „najbardziej zróżnicowany kongres w historii”. W filmie śledzimy losy młodych polityków – właściwie społeczników – którzy ruszają do walki z zastanym systemem. Jest więc tu sporo naiwności, nauki i cała masa energii i nadziei. Polukrowane, ale ok!

To sprawa osobista (This is personal) – pamiętacie Czarne Marsze? Były wielkie. W Stanach, dzień po zaprzysiężeniu Trumpa, marsze kobiet były jeszcze większe, bo poszło w nich między 3,2 a 5,2 milion osób. Był to największy, jednodniowy marsz-protest w historii Stanów Zjednoczonych. W filmie pojawiają się organizatorki, postulaty, wspomnienie wcześniejszych marszy. To opowieść o mobilizacji. Włączcie.

Joan Didion: wszystko w rozpadzie– tytuł już wiele wyjaśnia (choć zaznaczmy, że oryginalny: Joan Didion: The center will not hold nie jest przesycony takim tragizmem), bo chodzi o amerykańską pisarkę Joan Didion i jej biografię. Idziemy więc wraz z autorką od pierwszych inspiracji, przez nieudany debiut powieściowy (Run River, jak mówią w filmie: „tę książkę przeczytało chyba 8 osób”), aż do pisarskiego splendoru i życiowego dramatu (śmierć córki). Kariera Didion zaczęła się od zwycięstwa w konkursie literackim i wygranej posady w Vogue. I potem było tylko lepiej. Był Nowy Jork i Los Angeles, amerykańskie elity intelektualne i artystyczne (Harrison Ford, jeszcze stolarz, robił podest w jej domu). Bardzo ciekawy film o długiej perspektywie na amerykańską kulturę, feminizm i politykę. Z nutą jazzu i wielkomiejskiego szyku.

Powrót do sprawy Roe: prawa kobiet w politycznej grze (Reversing Roe) – tytuł już mówi wszystko – prawa kobiet to temat, który w XXI wieku powinniśmy mieć dawno za sobą, a równość i wolność powinny być oczywistym faktem w codzienności. Tak nie jest, a prawa kobiet co i rusz, pojawiają się na sztandarach polityków – zazwyczaj źle kobietom życzącym. W filmie poruszany jest klasyczny, amerykański proces Roe vs. Wade (dotyczył konstytucyjnego prawa do aborcji). I choć to historia zza Oceanu – mechanizmy walki o władzę wydają się niepokojąco znajome.

Co się dzieje, do cholery? (What the F*** is going on?) – nieudany i bardzo męczący. Patchworkowy zlepek nielepiących się ze sobą opinii, faktów i stanowisk. Chaos, przeskakiwanie z tematu na temat, szybki montaż, Wypowiedzi kobiet nie zostały nawet podzielone tematycznie, więc płynnie przechodzimy między aborcją, pracą, ambicjami etc. Taki melanż nie jest zły sam w sobie, ale przy dużej ilości osób zabierających głos w dyskusji generuje niestety wrażenie bałaganu i poczucie, że nikt nie panuje nad narracją. Jedyny pozytywne wrażenie, jakie udało mi się wynieść z tego obrazu to poczucie, że nikt nie próbował ulepić z kobiet jednej figurki modelowej k o b i e t y. Zdania są różne, czasem sprzeczne, zdarza się, że wykluczające się ze sobą. I dobrze, bo feminizm jest zjawiskiem i postawą zróżnicowaną i wielowymiarową.

What happened, miss Simone? – opowieść biograficzna o jednej z najważniejszych gwiazd soulu i jazzu, o jej zmaganiach z przemysłem muzycznym, samotnością i sceną. Ale także o jej zaangażowaniu politycznym – Mississippi Goddamn, to jeden z jej najbardziej znanych protest songów, odnosi się w nim do wydarzeń 1963 roku: morderstwa Medgera Eversa i zamachu bombowego na kościół w Alabamie, w którym zginęły cztery czarnoskóre dziewczynki, 22 osoby zostały ranne. Za oba wydarzenia odpowiadał Ku Klux Klan. I będziesz o tym myśleć, za każdym razem gdy usłyszysz potem Im feeling good czy My baby just cares for me.

Jabłko Ewy (La manzana de Eva)– film średni, ale ważny. Bo o FGM (female genital mutilation), czyli o kastracji kobiet, wciąż mówi się za mało. Jabłko Ewy opowiada o problemie od podstaw – dlaczego dziewczynki są kastrowane, o co chodzi i jakie są konsekwencje tej praktyki? Dlaczego kobiety robią to innym kobietom? I czy można w ogóle zatrzymać to błędne koło krzywd, wprowadzając realną zmianę na miejscu?

Standing tall – zdecydowanie najsłabsza pozycja całego zestawienia. Kilka dramatycznych historii kobiet z Afryki, Azji i Ameryki Południowej, które tracą wszelki emocjonalny wydźwięk, gdyż okraszone zostają stoickim i paternalistycznym głosem narratora. Brrr!