Z tej rozmowy dowiesz się:

– jak numer pesel zainspirował powstanie cyklu video: MOT/her

– dlaczego „Olimpia” Eduarda Maneta się wszystkim podoba

– czym jest Contact Families Show

– i co ciekawego można wytańczyć na Impulstanz w Wiedniu

Anna Petelenz – Dzieje się u Ciebie teraz bardzo dużo. Rok temu dostałaś zaproszenie do udziału w wiedeńskim Impulstanz Festival, zdarzyła się jednak pandemia i jedziesz tam w lipcu. Do tego dzieje się Contact Families Show i występ na Biennale Sztuki dla Dzieci. Zaczniemy jednak od „MOT/her” (film dostępny w youtube po zalogowaniu), trochę dlatego że dziś Dzień Matki. Mieszkasz teraz w Czechach, a tam już był Dzień Matki, z którą datą świętujesz?

Anna Wańtuch – Na bogato, bo z obiema.

AP – To brzmi jak najlepsze rozwiązanie. Wideo „MOT/her” to wideo, w którym w intymny sposób opowiadasz o doświadczeniu macierzyństwa w Polsce. Premiera odbyła się podczas poprzedniej edycji Krakow Art Week, a dokładnie – w dniu w którym zapadł wyrok trybunału w temacie ustawy antyaborcyjnej. Jak się te dwie daty mieszczą w Tobie z dzisiejszej perspektywy?

AW – Wpisuję to doświadczenie w grupę doświadczeń granicznych. I dosłownie i w przenośni. Dosłownie, bo krążyłam wtedy między Polską a Czechami, a właśnie wprowadzono restrykcje covidowe na granicach.  I w przenośni, bo oglądałam na przemian MOT/her i relacje ze strajków. Gdy pracowałam nad MOT/her trwały już pierwsze rozmowy na temat zmian w prawie. Wtedy zaczęłam się bać i do dziś się boję. Dlatego tez wyjechałam z Polski.  

AP – Trochę antycypowałaś te wrażenia, bo w finale MOT/her zamieściłaś sceny z protestów sądowych. To się wpisuje w kontrast emocjonalny: jest delikatność codzienności i na końcu jesteśmy na ulicy.

AW – Wtedy te protesty dotyczyły sądownictwa, ale pomysły zaostrzeń i kwestia sumienia już były na horyzoncie. Dla mnie przede wszystkim jednak MOT/her porusza też temat opieki nad ciężarnymi w Polsce, który jest bardziej uniwersalny. I pewien rodzaj przedmiotowości. Mimo ideologii wielbienia płodów, to moje doświadczenie było doświadczeniem kobiety spychanej, uprzedmiotowionej, traktowanej przez system bez czułości i delikatności. Byłam opisywana w kategoriach liczbowych. A liczby to też finanse. Czyli: ile muszę wydać, żeby móc się zaopiekować sobą?

AP – Te liczby (rytm tygodni ciążowych i wydatków) nadają filmowi konstrukcję, to jest i odliczanie i parametryzacja, która jest też wewnętrznie sprzeczna z tym, jak opisuje się macierzyństwo i etap ciąży. To jest stan błogosławiony, to jest „brzuszek”, który należy do wszystkich. A u Ciebie są liczby, które kontruję tę domniemaną miękkość.

AW – Jasne, brzuch się robi narodowy, święty i wspólny. Po drugiej stronie jest wizerunek seksownej Demi Moore w ciąży. A rzeczywistość wygląda inaczej. Często nie dostaje się nawet miejsca w autobusie. Ale liczby pojawiły się w sposób naturalny. Wyprowadziłam to wszystko z refleksji tożsamościowych nad przemianami, nad utratą granic, gdzie jestem wciąż ja, a gdzie zaczyna się ktoś.  To są i fajne i przerażające rzeczy. Przede wszystkim jednak było tak, że na czas ciąży stałam się peselem, nie nazwiskiem.

AP – Jesteś tancerką i performerką, skąd zatem pomysł na statyczne wideo?

AW – Trochę to trwało, nim znalazłam formułę MOT/her. Najpierw próbowałam zdjęć – co tydzień, w tej samej pozycji – to było jednak bardzo dziwne i nieudane. Brakowało mi słowa i ruchu.

AP – MOT/her to wideo intymne. Jesteś naga, w domowym otoczeniu, ujęcia są statyczne, komentarz płynie z offu. Opowiadasz i obrazem i głosem, a takie historie rodzinne, takie oralne pamiętnikarstwo, to forma mocno herstoryczna.

AW – To był efekt niezaplanowany, intuicyjny, który szybko się pojawił i bardzo mnie wciągnął. Wyszłam od liczb, dopiero potem pojawił się obraz i słowo, trochę była to praca z tekstem spontanicznym, automatycznym, wypływającym ze zlepków wrażeń. Pracowałam w ten sposób na warsztatach Very Mantero w ramach rezydencji podczas Reminescencji Teatralnych – pisaliśmy tekst bez planu. I po jakimś czasie z chaosu wyłoniły się struktury. Przy MOT/her zadziałałam podobnie. Herstoria sama ze mnie wyszła.

AP – Ale gdy się myśli o intuicji, o której wspominasz, to niekoniecznie w wizualności myśli się o tak spokojnych, statycznych ujęciach , które dominują w cyklu.

AW – Statyczność miała dla mnie wiele znaczeń, bo to był pierwszy moment, w którym się, jako tancerka, unieruchomiłam. To był mój gest twórczy – nie ruszam się. Choć czasem ciało poruszało się samo. Pochodzę z tańca, więc ruch jest moim narzędziem, a tu  skupiłam się na obserwacji. By zaobserwować zmiany pomyślałam, że trzeba postawić ciało w centrum. To był konkret. Oraz liczby. A samo ułożenie ciała w kadrach wynikało z przypadku. Każde filmowanie poprzedzaliśmy sesją zdjęć i decydowaliśmy o kadrze.

AP – To proces mocno organiczny, wynikający z improwizacji, ale sporo jest w pracy gestów świadomych – gry światłem, czy odwołań, chociażby do „Olimpii” Maneta.  Jak zmieścić cytaty i spontaniczność w jednym? Skąd tu „Olimpia”?

AW – Darzę ją szczególnym uczuciem. Idealnie wpisuje się w niewolę spojrzenia, w której wszystkie jesteśmy wychowane. Kobiety nie lubią swoich ciał, a jeszcze bardziej ciał innych kobiet. Olimpia zaś jest idealna. Jest doświetlona, piękna i wdzięczna, coś odsłania i coś zasłania, można się do niej masturbować i wszystko nadal będzie piękne. Olimpia jest DLA spojrzenia. I jeszcze Vera Mantero zrobiła prace opartą na Olimpii – ciągnęła nago łóżko przez scenę, czytając teksty dotyczące sztuki. Potem pięknie się kładzie na łóżku i zasypia. A potem z tego łóżka spada i już nie jest idealną Olimpią.  Był to też mój pokłon wobec mistrzyni i wejście w narrację z ruchem feministycznym.

AP – Pamiętam, jak rozmawiałyśmy kiedyś o domu. Intymność domu, który pokazujesz, była trudniejsza dla wielu widzów niż percepcja Twojej nagości. Bo do nagości publiczność jest przyzwyczajona.

AW – Tyłek jest mniej kontrowersyjny niż brudne gary! Pokazanie w MOT/her mojego domu miało silny odzew, sporo krytyki „jak można tak żyć” – bo mam brudne gary w zlewie, podłogę zajętą zabawkami i ciuchy zalegające na fotelach. Taki mamy wdrukowany obraz domu, że musi być idealny, gotowy do oglądania przez cudze oko. To kolejna forma oceniania kobiet. Domowe obnażenie miało dla mnie wymiar katharsis.

AP – W jaki sposób?

AW – Twórczy. W swoim własnym bałaganie  zobaczyłam kompozycje. Zaczęłam obserwować dom jako rodzaj kompozycji kadru. Chaos stał się kompozycją. Zastanawiam się teraz wręcz, jak ten chaos celowo tworzyć.

AP – Tworzysz trochę chaos w Contact Families Show. Skąd pomysł na performens z dziećmi?

AW – Noszę w sobie myślenie o sztuce utopijnej – takiej bez granic między performerami a widownią, między dziećmi i dorosłymi. Staram się, by rodzic nie tylko przyprowadzał dziecko, ale by był tak samo  ważny jak dziecko. Dlatego występują wspólnie. Contact Show to jest właśnie moja demokratyczna wizja.

AP – Wiem, że nie planowałaś tego projektu w wersji online. Ale ekran też wprowadza demokratyczność. Wszyscy podobnie dziwnie w tych ekranach wyglądają. Wszyscy pokazują domy i mają większą kontrolę.

AW – Mamy zasadę, że ekranu nikt nie może wyłączyć, choć można nie brać udziału w danej aktywności, więc – owszem – jest tu też przestrzeń kontroli. Przede wszystkim jednak w tym performensie walczę o demokratyczność udziału rodzica i dziecka, by rodzic nie czuł się skrępowany gdy dziecko „wykonawczo zawodzi” i zamiast tego – by sam działał. Na tym polega ten spektakl. Nie działam tu jako choreografka, tu powstają niezależne struktury, a każde „okienko” udziału inspiruje następnych. Są tu nieskończone możliwości tworzenia. Wszystko się dzieje na żywo – ruch, dynamika, muzyka (komp. Franciszek Araszkiewicz). To będzie tez ważna część moich poszukiwań w Wiedniu.

AP – No właśnie – Wiedeń. Z jakimi celami jedziesz na Impulstanz?

AW – Celem jest przeżyć i pozwolić sobie na przyjemność tworzenia bez stresu, otworzyć się na to że nie musze niczego kończyć i że w ogóle nie muszę. Po raz pierwszy mam zapewnione fantastyczne warunki i nikt ode mnie niczego nie oczekuje w zamian, nie muszę się wykazywać ani nic udowadniać to ma być czas dla mnie i na moje poszukiwania. W programie Atlas mam dostęp do sali treningowej 24h na dobę. Moim mentorem będzie dramaturg Guy Cools, z którym miałam przyjemność już pracować w ramach stypendium w Alternatywnej Akademii Tańca Art Stations Foundation by Grażyna Kulczyk.  

AP – Projekt i rozwój, jasne, ale na pewno masz w głowie więcej konkretów. Jaki to będzie projekt?

AW – Chciałabym popracować z czymś co roboczo nazwałam sobie ruchami niewykonalnymi. To trochę taka moja dyskusja z Mercem Cunninghamem i w ogóle chyba z tradycją tańca i wirtuozerii, takiego myślenia o ciele tancerza jako materii zdolnej do przekraczania granic. Chciałabym to trochę odwrócić i popracować z ciałem, które nie daje rady, z ciałem dla którego przekraczanie, nagromadzenie jest swego rodzaju dyskomfortem, ale jednak działa robi, choć jest trochę zrozpaczone. Chcę się w nim zmierzyć z paroma tematami, znów będzie prywatność, kobiecość, macierzyństwo. Chcę się zmierzyć z wielką kobyłą i moim dużym zmartwieniem, jak kobiety dokuczają same sobie nawzajem, chcę się zmierzyć z oczekiwaniami, presją społeczną i perfekcjonizmem, na pewno mocno inspirujące są tu dla mnie komentarze internautów, które przyprawiają mnie o ból głowy. Roboczo nazywam to sobie „Co z ciebie za matka?”.

źródło: https://www.instagram.com/p/CLZFgiol2Sf/