To tylko trzy z wielu powodów, dla których warto obejrzeć Morning Show. O minusach tym razem nie rozmawiamy, liczą się plusy dodatnie. Emocje i zajęte wieczory – gwarantowane!

Na początek – o co chodzi? Morning Show to 10odcinkowy serial Apple TV opowiadający o dziennikarzach serwisu informacyjno-śniadaniowego w wielkiej amerykańskiej stacji telewizyjnej. I o tym, jak czołowa gwiazda tegoż programu została oskarżona o molestowania. Zerknijcie:

1. #metoo – po Na cały głos i Gorącym temacie, to kolejna produkcja, która #metoo wprowadza do mainstreamu. W Morning Show zbrodnie i grzeszki lokują się w dużych gestach i drobiazgach. W małych decyzjach, słowach, znaczeniach przypisywanym cudzym zachowaniom.  To wreszcie samonapędzający się i reprodukujący się mechanizm budujący strukturę hierarchiczną z wielką gwiazdą u steru. Aa, i jeżeli spodziewasz się, że kobiety w tym serialu będą słodkimi ideałami, które mają podbić Twoje serce, to się pomylisz. Bo bohaterki Morning Show są irytujące, męczące, czasem sympatyczne, a czasem godne podziwu. Splata się to też z dyskusyjnym ustawieniem dwóch głównych aktorek – Jennifer Aniston i Reese Whiterspoon, które cały czas wywoływały u mnie wrażenie jakowejś nieprzystawalności i niewygody. Ale to też jest dobre. Bo nie trzeba się w tych heroinach zakochać, by im sekundować, by je zrozumieć i by narracja wessała widza od pierwszego do ostatniego odcinka. Czasy uroczych dziewczyn z sąsiedztwa się skończyły.

2. Kobiety – tu trochę powtórzenie z punktu pierwszego. Kobiety! Rządzą na ekranie, szukają rozwiązań, napędzają akcję, mówią pełnym głosem. Są prawdziwe herstorie – jest bowiem intymność, jest codzienność, są stracone rodzinne szanse w obliczu sukcesu (w końcu tylko mężczyznom wypada być zajętym pracą, prawda?). Jest też pragnienie sukcesu, pieniędzy i szacunku. Jest mentoring i – szorstkie wsparcie – choć nie tak niewinne, jak się od kobiet wymaga i oczekuje.

3. Sex, drugs and rock&roll au rebours – jeżeli myślisz, że życie telewizyjnych celebrytów usłane jest różami, polega na pudrowaniu noska i piciu szampana, to ten serial rozwieje wszystkie Twoje przekonania. W Morning show celebryci-dziennikarze budzą się o 3:30 (rano!), wciąż czytają, szukają informacji, w przerwach ćwiczą lub prowadzą strategiczne narady, bo utrzymanie się na powierzchni to niekończąca się rozgrywka szachowa. Muszą być na czasie, muszą mieć wiedzę, muszą nie tyle udawać ekspertów, co nimi być. Bez względu na to, czy telewizyjny reportaż dotyczy pożarów, sytuacji politycznej czy najnowszych trendów kynologicznych. Serial daje też dość ciekawe spojrzenie na machinę produkcji telewizyjnej, co jest szczególnie intrygujące w 2020 roku, w czasach internetowego dziennikarstwa i osłabienia tego, tradycyjnego już, medium, zwłaszcza wśród najmłodszych widzów.

4. Gwiazdy – tak, jest tu i Reese Whiterspoon i Jennifer Aniston i Aniston i o kreacji tej ostatniej dość sporo dobrej prasy się pojawiło Czy słusznie, oceńcie sami. Są tu wciąż niestety post-komediowe zagrania z Friendsów okraszone manierycznymi gestami (o co chodzi z tym łapaniem się za brzuch?) oznaczającymi zdenerwowanie. Mimo to – Aniston niesie tę opowieść na swoich barkach – i pomimo aktorskich niedociągnięć – radzi sobie z tym świetnie. Na drugim planie znakomity Steve Carell (czyli aktorskie ucieleśnienie idealnego taty Twojej koleżanki), w roli człowieka, który nie wie, jak bardzo w życiu zbłądził. Świetne!

To jak, zaczynacie seans?